Rozjechany, hałaśliwy z tendencjami do popadania w depresję punk-rock z Seattle. Idealnie pasuje do londyńskiego anty-lata. Zresztą brzmią bardzo angielsko...dekadencja, udawana niedbałość i rzeczywista pustka w sercu. Irytuję mnie trochę ten zespół i nie jest taki jak lubię niemniej nie mogę od tej orkiestry ucha oderwać. Coś jak Dywizja Rozkoszy pijąca jabole lub cidry z jakąś polską punkrockową legendą z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, że pozwolę sobie na jakąś pozbawioną sensu paralelę...
Wszystko syf.
DL
http://criminal-code.blogspot.co.uk/
Dziś mały dodatek...
Artur C. Clarke DZIEWIĘĆ MILIARDÓW IMION BOGA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz