20 lipca 2014

REDS - Is: Means (2005)


Żarliwe, gorączkowe emo przerzucające pomosty pomiędzy pasją i szczerym punkowym zaangażowaniem Rites Of Spring a szaleństwem Twelve Hour Turn. Nie ma tu zbyt wielu trzeźwych budujących nastrój zagrywek, czy tak charakterystycznego przemieszczania się w obrębie cyklonu. Reds stawia raczej na katarktyczne łojenie wzmocnione desperackim krzykiem wokalisty. Jak wielu poruszających się w tej estetyce żyli szybko, umarli młodo.



11 lipca 2014

ADWENT - Raz Się Żyje (2013)


Dobry punk rock to taki, który burzy poczucie komfortu wykopując nas z misternie wznoszonych stref mentalnego bezpieczeństwa. Nie pozwala spokojnie zasklepiać się w zasrany kokon. Powoduje ukłucia w żołądku. Wyzwala natrętne myśli. Uświadamia jak bardzo jesteś uwikłany, czy wręcz uzależniony od tych wszystkich rutynowych gierek. Posiada dar wyłapywania skurwysyństw w milczących drobnostkach codzienności. Polemizuje. Sieje zwątpienie. Bywa przekorny. Zna ciężar własnych słów. Nie narzuca się. Lubuje się w literaturze. Upomina się o swoje miejsce. Pozornie nie daje nic wielkiego w zamian. Pozornie! 




Adwent

6 lipca 2014

BURNT BY THE SUN - S/t EP (2001)


Ekipa stalowych wyjadaczy. Każdy z członków już w momencie powstania Spalonych... miał zaliczony staż w paru doskonałych skupinach. Na pewno najbardziej znanym muzykiem był garowy Dave Witte, który nałamał pałek w kilkudziesięciu różnych często wybitnych zespołach. Od Exit 13, Discordance Axis do Municipal Waste czy nawet Melt Banana. Lista wydaje się nie mieć końca. 
Co zaś się tyczy samego łomotu serwowanego przez Burnt By The Sun to była to pełna pasji wielopłaszczyznowa soczysta grzana nie mająca sobie równych.



23 czerwca 2014

ANWAR SADAT - Gold (2013)


Ci Amerykańscy noisiarze za swego patrona wybrali sobie słynnego egipskiego prezydenta, który doprowadził do podpisania porozumienia pokojowego z wiecznie demonizowanym Izraelem. Niestety za pokój płaci się często najwyższą cenę...
Lubię jak zespoły mają ciekawe nazwy grając przy tym rasowy hałas.



14 czerwca 2014

JOIE DE VIVRE - Summer Months (2009)


Jeśli estymą darzysz zespoły pokroju Mineral, American Football czy Leiah, a jednocześnie nie drażnią twej wrażliwości odrobinę karykaturalne historie miłosne z mocnym naciskiem na: ja tylko cię chciałem kochać, a ty złamałaś mi serce, jadę zatankować na stację benzynową docenisz wysiłek tych lekko odklejonych gości. Nie chodzi tu o nic wielkiego. Może tylko o złożenie hołdu dla ansambli dzięki którym za małolata wydawało ci się, że jesteś wyjątkowy i słuchasz najwspanialszych dźwięków w kosmosie? Kto to wie? 
Choruję od zawsze na takie emo, gdzie słodka rzewna nuta ocierająca się o piosenki grane przy ognisku pretenduje do chwały na wysokościach. Nic na to nie poradzę. Pozdrawiam.



10 czerwca 2014

KIDCRASH - Snacks (2009)


Osobliwe spotkanie kilku gitarowych kultur. Dischordowa skromność oraz intelektualizm dozbrojone przez totalne opanowanie instrumentarium i francuską głęboką emową powagę. Nie ma tu atonalnego rytualnego wypruwania z siebie flaków, którego często dopuszczają się zespoły operujące w tym kosmosie. Mamy potężny podskórny niepokój manifestujący się częstymi zmianami nastroju i pięknie rozciągniętą frazę znaną choćby z wielkiego Don Cab. Pełen szacunek i żywe srebro.




28 maja 2014

ONE KING DOWN - God Loves, Man Kills (1998)


Jedyne w swym rodzaju. Rozdarte, zawiesiste, głębokie. Umiejscowione i w odpowiednim kontekście. Niezwykle proporcjonalnie dawkowany hardcore będący wypadkową Earth Crisis, Indecision oraz wyziewów z Florydy. Zakon trzech krzyży. Jeszcze o coś wtedy chodziło.



23 maja 2014

18 maja 2014

SPY VERSUS SPY - S/t (2000)


Angielski Spy Versus Spy tworzyli w pięknym i szlachetnym okresie, kiedy Mineral dumie kroczyło w awangardzie, a Karate przesuwało muzyczne bierki z precyzją genialnego Capablanki.
Tu mała zagwozdka. Dlaczego flegmatyczni zdystansowani Brytyjczycy dorobili się takich zespołów natomiast chodzący z wieczną romantyczną gorączką Polacy nie? Może to przez picie soku z ziemniaków? Albo może być tak: emo bez popadania w butny elitaryzm jest zdecydowanie wyższym stadium punkrockowego uwalniania ducha? W przypadku SvsS nie ma oczywiście mowy o wzniecaniu rewolucyjnego żaru i deptaniu starego świata. Zamiast tego mamy tak miły sercu dystans i genialnie cykającą muzyczną maszynerię z dużą ilością podań na wolne pole, pełną ożywczego rozpierającego luzu. Zawsze!