2 czerwca 2012

BREACH - Venom (1999)



Najmroczniejszy, najbardziej tajemniczy i wykręcony zespół z całej plejady szwedzkich hardcorowych gwiazd końca ubiegłego wieku. I tak mamy tu klimat Neurosis, schizofreniczną głębię Turmoil i ciężar Earth Crisis  z okresu Gomorrah Season Ends. Wszystko podszyte północnym chłodem i skandynawską pieczołowitością.
Bez nich nie było by wielu.



DL

1 czerwca 2012

COALESCE - 0:12 Revolution in Just Listening (1999)


Colaesce dzięki tej płycie przeszło do historii. Podobno nikt z ówczesnych wydawców nie oczekiwał takiej niesamowitej recepcji tego albumu. A dzieje się tu na prawdę wiele. Techniczny, spastyczny hardcore z licznymi stonerowymi wyskokami i pułapkami znanymi z dokonań Botch, czy Atheist. Zero nudy i litości! W sam raz, by przywitać nieprzychylną rzeczywistość z półobrotu. Kiedyś miałem okazję zmierzyć się z nimi oko w oko. O ich występie mogę powiedzieć,że był niezwykle oczyszczający.


Płyta ukazała się pod auspicjami Relapse Records. Dziś, to już wielki moloch, dlatego też link znajduję się w komentach.


31 maja 2012

THE GOD MACHINE - One Last Laugh in a Place of Dying (1994)


Powolny, niespieszny rock zagrany przez trójkę Amerykanów działających głównie na terenie Zjednoczonego Królestwa. Pojęcie rock może być bardzo mylące i kłopotliwe. Jednak jeśli pomyślimy o np. The Cure czy Unwound możemy być pewni, że zmierzamy we właściwym kierunku.
Kres działalności zespołu położyła tragiczna śmierć basisty Fernandeza, a pozostali  muzycy założyli kolejny świetny ansambl zwący się Sophia. Warto poznać The God Machine.





DL

28 maja 2012

CODEINE - Frigid Stars (1990)


Widziałem wielkie Codeine na własne oczy ostatniej soboty na All Tomorrow's Parties Festival w północnym Londynie. Jak, to często bywa człowiek obawia się rozczarowania i tego, czy legenda wytrzyma zderzenie z rzeczywistością. W tym wypadku wystarczyło dosłownie pierwsze dziesięć sekund i już wiedziałem, że jestem na koncercie, który będę pamiętał do końca życia.
Niezwykle ujmująca, skromna i pełna godności postawa muzyków. Serdeczność i autentyczna wdzięczność wyczuwalna w każdym słowie, które padło ze sceny. A nade wszystko obezwładniająca, okalająca ciepłą melancholią muzyka, spowalniająca czas i dająca, to nieczęste poczucie, że uczestniczy się w czymś wielkim. Codeine nie działające już od wielu lat pojawiło się na festiwalu na specjalne zaproszenie typów z Mogwai ,dla których stanowią obok Slint jedną z najważniejszych muzycznych inspiracji. Uważam, że to przepiękny gest ze strony tych rozchwytywanych na lewo i prawo Szkotów i jeszcze większa nobilitacja Codeine. Chciałbym również mieć tak wielką moc sprawczą, by i dla mnie zespoły schodziły się na nowo i grały takie koncerty jak tych trzech panów z Nowego Jorku tamtego pamiętnego sobotniego popołudnia.




DL

23 maja 2012

STRIKE ANYWHERE - Change Is A Sound (2001)


Najbardziej poruszająca, zadziorna i melodyjna płyta punkowców z Richmond. Każda piosenka to interesująca opowieść o chciwości, łamaniu praw pracowniczych, rasizmie, policyjnej przemocy naszych kłopotach ze znalezieniem sobie miejsca pod słońcem. Tematy dobrze znane ale połączone z tak ogromną  dawką energii że całość zniewala i wyrywa z butów. Ze Strike Anywhere zapoznał mnie mój fumfel Wojtek (na co dzień jeden z członków gildii trójmiejskich rzeźników Calm The Fire), którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam!
Change Is A Sound!



DL

20 maja 2012

SUICIDE NOTE - You're Not Looking Too Good (2002)


Hardcorowcy z Chicago, nie mogący się zdecydować czy grać w klimatach The Jesus Lizard czy Converge. Podobne podejście co ich kumple Breather Resist. Towar najwyższej jakości!




DL

17 maja 2012

HOPESFALL - No Wings To Speak Of (2001)


Tylko cztery kawałki ale jakie! W duchu Codeseven i Poison The Well. Z pasją, zaangażowaniem i czujem i  może lekkim patosem . Wszystko co nagrali po tej płycie to BTG (bzdura, tandeta, głupota). Ważna płyta w mojej hardcorowej edukacji.




DL


16 maja 2012

BRAID - The Age Of Octeen (1996)


Rozśpiewane, rześkie amerykańskie emo. Nagrania powstały w czasach kiedy wszystko było jeszcze wyraźne i miało swoją wartość. Wirtuozeria i wizja z czarującym podskórnym drivem. Zespół po latach zmartwychwstał i podobno wybiera się w trasę...Choć byli z innego uniwersum, muzycznie coś ich łączyło z wielce wyrafinowanym Karate. Doskonała płyta!




DL


15 maja 2012

CHOKEBORE - Black Black (1998)


Aż trudno uwierzyć że Chokebore powstali pod słońcem Hawajów. Chorobliwie zniewalające dźwięki, przeszywające, niespieszne patroszące wszystko na swej drodze. Nawet Kurt Kombajn zabierał ich w trasy. Pełne oddanie!





DL