Ten album był tak radykalny że większość noise punków myślała iż Zeni Geva grała death metal. Monumentalne dzieło. Nieśmiertelny klasyk japońskich wykolejeńców.
Radio Piekło powraca po kilkudniowej niezaplanowanej przerwie. Przepraszam wszystkich znieciepliwionych miłośników moich grafomańskich pseudo recenzji za kilkudniową nieobecność ( nawał obowiązków plus wczorajszy powalający koncert Scratch Acid). Dziś coś bezlitosnego. Kanoniczny krążek kanadyjskiej formacji Buried Inside. Inspiracje z tysiąca źródeł zlewają się w wielką rwącą rzekę której nic nie może stanąć na drodze. Tak dla lubiących Neurosis jak i fanów Moser i Acme. Jedna z najwspanialszych płyt wydanych przez Relapse Records
Dla każdego kto lubił czarną i niebieską płytę Poison The Well (nic z późniejszego okresu) oraz tytaniczny, bolesny hardcore zespołów takich jak Strongarm i Focal Point. Patent był tu genialnie prosty: dużo melodii, histerycznego krzyku i lekko moszujących gitar. Pamiętam, że kiedy to wydawnictwo trafiło w moje łapska wywarło na mnie na prawdę ogromne wrażenie. Tak po prawdzie, jestem strasznie zakutym łbem, i wciąż lubię Hymn From Above i takie marzycielskie rozumienie hardcore.
Swoje lata mam więc mogę śmiało utyskiwać na brak takich zespołów dzisiaj i to, że każdy chce brzmieć jak Cursed albo szwedzki zespół na literę E. Ale wybory jakich dokonujemy to sprawa naszego smaku i poczucia przyzwoitości a nie jakieś prawo.
Metaliczny, furiacki hardcore hołdujący tej samej maniakalnej antynucie co wczesny Burnt By The Sun. Pojawiające się czasem chwile oszukańczego wytchnienia, służą tylko zbudowaniu potężniejszej ściany dźwięku ( tu czuć z kolei ducha 7A&P) i poczucia dezorientacji. Słuchać baaardzo głośno. Krwawa jatka zagrana z pasją. Nie biorą jeńców.
Jedna z tych płyt które na człowieka spadają jak grom z jasnego nieba, siejąc zamęt i spustoszenie. Muzyka kryjąca w sobie trujące źródło nostalgii i wywołująca całą kaskadę asocjacji. Wieloletnia miłość i wzorcowy, najczystszy przedstawiciel Puławy-sound. Z całą odpowiedzialnością - najlepsza płyta jaką wydał polski muzyczny przemysł podziemny od czasu Semi Stephansów. Słodycz!
Nie chcę, nie muszę, nie będę się rozwodził nad tym splitem. Jeśli nigdy tego nie słyszałeś to jest to ostatnia szansa by zbawić swoją grzeszną duszę... Dla mojego młodszego brata z okazji jego urodzin! Franki żyj sto lat! 777!
Ostatnie wydawnictwo tego doskonałego zespołu. Personalnie powiązany z Rorschach i Deadguy. Jeśli lubisz hardcore pełen schizofrenicznej aury, psychodelicznych rozjazdów i patentów rodem z Zeni Gevy, łykniesz Playing Enemy bez popity. Miazga!
Dawno już nie wrzucałem nic stricte metalowego. Problem w tym że nawet największe zakute metalowe łby nie mogły się przebić przez młockarnię zwaną Cephalic Carnage. Mocarny, ołowiany, bagnisty grind-core zanurzony w roztworze stworzonym przez The Dillinger Escape Plan i Regurgitate. Wiadomo że chłopaki grają w zielone... Wielki album jazzmanów z twojego najgorszego koszmaru!
Odsyłacz w komentach.