Kiedyś już była mowa o Puławy-sound. Dziś kolejny efemeryczny niestety przedstawiciel tej szkoły, szamoczącego się emocjonalnie rannego hardcore. Słowa nic nie znaczą. Cztery piosenki, Polska Anno Domini 2007, gorzka odpowiedź na naszą swojską degrengoladę. Szary kolorem naszego opresyjnego, mam kredyt na mieszkanie społeczeństwa. Uwielbiam!
DL
12 grudnia 2011
11 grudnia 2011
DIStroY Sunday #6 Daggers/Worms Feed/Lich + more
Minkia. Jeden z najcięższych dni ostatnich kilku miesięcy Zwolniłem się z pracy itd...przyjąłem masę syfu od różnych debili...starałem się upić, płacąc majątek za żenioną wódkę...nic z tego nie wyszło. Z opałów uratował mnie jak to zawsze bywa hardcore/punk. Otóż, piekielnie zmęczony po odwalonej szychcie udałem się do The Bird's Nest w Deptford na darmowy (!!!) koncert. Koncert jak koncert ktoś może powiedzieć...tylko że nie codziennie można zobaczyć za free takie potęgi jak DAGGERS i LICH. Grali dla 16 osób. Wiem bo policzyłem wszystkich (wliczając w to obsługę baru). Pełen pozytywnych wibracji kroczę dalej...
Jutro BITCH MAGNET!
Jutro BITCH MAGNET!
9 grudnia 2011
LEIAH - The Tigra Songs
DL
7 grudnia 2011
TORTUGA - Kings of Albany
Pełen zwątpienia i desperacji noisowy hardcore z masą wyczucia i transowej pulsacji, będący następnym elokwentnym głosem w dyskusji zapoczątkowanej przez Nineironspitfire i Breather Resist.
Świetne granie!
DL
5 grudnia 2011
MY DISCO – Paradise
Melbourne, Australia. Trzech panów. Gitara, bas, perkusja. Klasyczne rockowe zestawienie, klasyczny rockowy skład. Nazwa zespołu zaczerpnięta z twórczości Big Black. Płytę nagrywał biały Hendrix, głuchy na jedno ucho Steve Albini. Brak zbędnych ozdobników, samowyciszający się hałas. Matematycznie, boleśnie powtarzane perkusyjne komba, skwiercząca elektryczną spalenizną gitara. Melorecytacje będące kolejną pulsacją bębnów. Niecodzienność, dziwna aura. Post-noise!
DL
DL
KEROSENE 454 - Situation at Hand
Jedna z najważniejszych ekip która kooperowała z Dischord Records. Intensywność i ciężar gitar na przemian z przyjemnymi piosenkowymi rozważaniami i gorzkimi zakończeniami. I co najważniejsze namacalna wręcz radość grania. Kerosene 454 miał bardzo dużo do zaoferowania. Zacne!
DL
DL
4 grudnia 2011
COMPLETE - All systems go
Zdesperowany, politycznie umotywowany duński hardcore, z wieloma odniesieniami do wczesnego Converge oraz szwedzkich ekip pokroju Serene i Children of Fall oraz mocnym intelektualnym zacięciem. Razem z doskonałym Lack pojawili się w mej swiadomości w tym samym czasie. Słychać że kolesie wiedzieli o co w tym wszystkim chodzi. Reasumując nie wiele jest dziś takich zespołów. A szkoda.
DL
3 grudnia 2011
REGULATOR WATTS - The Mercury cd
Brakujące ogniwo w łańcuchu muzyczno-przyczynowym pomiędzy Hoover i mistrzami czarnej melancholii Abilene. Transowe, rozedrgane kompozycje, rozdarte intensywne partie wokalne i wyróżniające się pochody basowe tworzą razem unikatową duszną aurę. Zespół co nie dziwi mnie wcale zawsze znajdował się w cieniu Hoover niemniej była to orkiestra dla której warto poświęcić parę chwil. Miłego dnia.
DL
DL
2 grudnia 2011
CHAVEZ - Gone Glimmering
Dziś coś co powinno trochę rozjaśnić mroki zimowych dni, właściwie nocy przeplatanej plamami szarości...
Nie będę udawał Greka, choć album ten powstał w 1995 roku mi wpadł w łapska całkiem niedawno. Od razu jednak oszołomił mnie swym bogactwem, kunsztem i różnorodnością.
Chavez pochodził z Nowego Jorku mekki tysiąca gatunków muzyki gitarowej i trudnił się dość w mym mniemaniu specyficzną odmianą rocka. Tak bo jest to płyta na wskroś rockowa, momentami bardzo przebojowa i porywająca ale wciąż będąca w warstwie instrumentalnej niezwykle zawiła i skręcona.
Pewnie się mylę ale to taki blend Tera Melos z Sunny Day Real Estate pod auspicjami At the Drive-In. Na prawdę wybornie się tego słucha. Jeden z moich ulubionych, nowych zespołów z lat 90-tych. Dajcie im szansę, proszę.
DL
1 grudnia 2011
THE SONORA PINE - The Sonora Pine II
Pani Tara Jane O'Neil po rozpadzie niesamowitego Rodan, razem z byłym gitarzystą Lungfish stworzyła The Sonora Pine. Później do składu dokooptowano jeszcze wiolonczelistkę panią Samarę Lubelski i perkusistę Rodan Kevina Coultasa. Efektem końcowym musiało być coś unikalnego. Nie ma tu być może (z pewnością) żadnej ekwilibrystyki. Jest za to spokojnie posuwająca się do przodu odrobinę smutna gawęda, która jeśli ma się tylko trochę szacunku dla cudzych opowieści potrafi dużo ciekawego zaoferować. Często się w ich wsłuchuję...
DL
Subskrybuj:
Posty (Atom)








