10 listopada 2011

Film


Jak kiedyś powiedział Stanisław Anioł...nie będzie kabaretu będzie chór...to się właśnie dzieje z ludźmi na obczyźnie...

9 listopada 2011

BITCH MAGNET - Ben Hur


W Związku Radzieckim Lenin na swych pomnikach nie miał żadnych innych inskrypcji oprócz własnego imienia...nic nie trzeba było dodawać wszak każdy wiedział kim był ten diabeł. Parafrazując to coś podobnego można by śmiało napisać o BITCH MAGNET. Inspiracja dla setek zespołów na całym świecie, od tych nigdy nie znanych poprzez te największe jak Don Cab czy Mogwai. Zespół wkrótce wyrusza w trasę, po Japonii i Europie, pierwszą podobno od 1989! Co zbiega się z mającą się ukazać wkrótce trzy-płytową dyskografią. Nie chwaląc się posiadam bilet na ich londyński koncert.
Nie znać Bitch Magnet to zawsze być... dopisz dowolną inwektywę.



DL

8 listopada 2011

MOUTHEATER - Ornament

Ultra solidny, opanowany, oszczędny w środkach noise-rock, z wyraźnymi fascynacjami wczesnymi latami dziewiędziesiątymi. The Melvins, The Jesus Lizard i może jeszcze jak gdzieś wyczytałem Nirvana z okresu Bleach...kto wie? Zacny zespół.




DL

7 listopada 2011

TOWERS - Fullcircle

Atonalny, spastyczny, hardcore czerpiący inspirację z tego samego źródła co legendarne Nineironspitfire. Pełen brudu, noisowych rozjazdów, emocjonalnych załamań. Od czasu Joe Doe Converge nic mnie tak nie zabsorbowało jak geniusze z Towers. Mój zespół.



DL

6 listopada 2011

PIGNATION - You would hate to know

Pabianiccy rzeźnicy ze świńskiej nacji, w swej pierwszej pełnowymiarowej odsłonie. Osiem ociekających posoką songów uzupełnionych wstawkami z Rejsu czy Urodzonych Morderców, zagranych w stanie silnego wzburzenia emocjonalnego... Mocarne zwolnienia, perkusja w dwustu hardcorowych rytmach, cierpiennie drące się mordy, gęste ciągnące się gitary, rurowy bas i pogarda dla otaczającej rzeczywistości. Trochę takie crustowo-grindujące Integrity 2000. Jeden numer to cover Despise You za który mają mój dozgonny szacunek. Tak brzmiał hardcore w Polsce na przełomie wieków. Pełen wymiot! Powszechnie uważa się iż w późniejszym okresie swej dzialności panowie ci rozmienili swe talenty na drobne, ale to chyba tylko sprawa gustu. To była moc!

DL

5 listopada 2011

HOT CROSS - Risk revival

Najczęściej słuchana przeze mnie płyta drugiej połowy lat zerowych. Z jakichś niezrozumiałych powodów masa ludzi których znam nienawidzi tego zespołu. Istne kuriozum. A tu po prawdzie nie ma niczego do czego można by się przyczepić. Wystarczy się porządnie wsłuchać i od razu jest to coś. Drive Like Jehu z partiami The Fall of Troy i At The Drive In i z tą hardcorową nonaszalancją zespołów z Level Plane Rec. Dane mi było zobaczyć ich na żywo. Do dziś jeden z mych ulubionych koncertów. Zagrany na pełnym luzie, precyzyjnie i drapieżnie.
Myślę sobie że zamiast ładować swój mózg jakimiś depresorami co w listopadzie zawsze jest niebezpieczne lepiej posłuchać Hot Cross. Wiosna jest tuż tuż.


DL

4 listopada 2011

GIRLS AGAINST BOYS - Cruise yourself

Wielki GvsB u szczytu potęgi! Lepki jak smoła, duszny, kompleksowy dźwięk przed którym absolutnie nie ma ucieczki...po co zresztą uciekać? Lepiej dać im się złapać i opętać! GvsB Panie!

3 listopada 2011

SINALOA - Oceans of islands

Krzyczymy na tych co dobrze słyszą, lecz szepczemy w kierunku głuchych...śpiewa w pewnym momencie amerykański zespół Sinaloa, wciąż aktywna legenda zaangażowanego, skromnego emowego punka. Zespół, który w swym bogatym dorobku ma splity z Ampere, Catena Collapse, trzy duże płyty masę koncertów w całej Europie, cieszy się ogromnym szacunkiem i w pewnych kręgach wręcz niezdrowym uwielbieniem. Sam się do tej ostatniej grupy zaliczam. Bujająca lekkość, jakaś taka nieśmiałość, piaskowe brzmienie gitar...wszystko to składa się na grupę wobec której nie mogę być obojętny. Porywające!

2 listopada 2011

LISABO - Ezlekuak

Nie często mam okazję słuchać zespołów pochodzących z Kraju Basków i w dodatku śpiewających w swym rodzimym, tajemniczym języku: euskarze. Więcej grających tak interesującą muzę. Fascynacje zespołami z Chicago są mocno zaznaczone, niemniej co najbardziej ujmujące to przeszywająca nostalgia. Ktoś musi dokądś iść lecz nie bardzo tego chce. Wie że, na końcu nie czeka go nic dobrego. Dobrzy z nich nadwrażliwcy.

DL

1 listopada 2011

DISTORTED PONY - Instant winner

Być może bez tej płyty nie było by mojej wielkiej fascynacji muzyką gitarową. Wielki, epicki, sunący w nieznane noise. Dużo tu odniesień do Big Black, ale o tym dowiedziałem się już znacznie później, zresztą przy tej płycie maczał paluchy maestro Steve Albini. Obok Tar, bogowie hałasującej melancholii. Klasyk!